Od dawien nosiłam się z myślą pisania bloga. W końcu stało się-usiadłam i pisze. Co z tego będzie-zobaczymy 😉
Chciałam podzielić się dzisiejszą sytuacją w dużym sklepie.
Wybrałam się z dzieciakami na wyprawę do dużego sklepu. Dziewczynki bardzo się cieszyły, bo jest tam plac zabaw gdzie mogły się pobawić.
Laski uwielbiają kiedy coś się dzieje, więc wpakował się w auto bez problemu.
Kiedy one bawiły się, ja i młody, mogliśmy szybciutko wziąć co należy i udać się do kasy. Niestety tam jak zawsze były kolejki. Dlatego musiałam najpierw odebrać dziewczyny a potem ustawić się do kolejki.
Kiedy już byłyśmy razem. Lea zaczęła się oddalać, wysłałam Idę, by ją przyprowadziła. Ta oczywiście uciekała jej więc po krótkim czasie obie zrozumiały, że się zgubiły.
Tymczasem ja, uporałam się z zakupami, płaceniem i byłam gotowa do wszczęcia poszukiwań. Tymczasem na cały sklep słychać taki komunikat: Dzieci Agaty .. czekają przy punkcie obsługi!!!"
Oczywiście ciepło mi się zrobiło, ręce zaczęły drżeć . Szybko udało mi się znaleźć punkt obsługi i moje rozradowane dzieci: "MAMO ZGUBIŁAŚ SIĘ!!!"wolała Lea.
I wtedy wiadomo odczułam ogromną ulgę i radość. Ale przede wszystkim ogromną dumę z mojej 7.letniej najstarszej córki. Jest za co! Udało jej się przejąć kontrolę nad Latająca Leonią oraz znalazła kogoś dorosłego, który mógł im pomóc.
Takie sytuacje są mega stresujące jednakże bardzo uczące. Szczególnie wtedy, kiedy nic tak na prawdę poważnego się nie stało, bo od zniknięcia do znalezienia minęło zaledwie 10 min.
Udało nam się przekonać, że całe to gadanie, na temat oddalania się i sposobu reagowania, znalezienia nas itd nie poszły na marne tylko wbiły się mocno w pamięć. Swiadomość tego na prawdę pomaga mi zachować spokój w wielu sytuacjach. Ufam moim dzieciom a one nam. Dzięki temu też, nie zawsze muszą trzymać się kurczowo tylko po swojemu poznawać nowe miejsca.
Chciałam podzielić się dzisiejszą sytuacją w dużym sklepie.
Wybrałam się z dzieciakami na wyprawę do dużego sklepu. Dziewczynki bardzo się cieszyły, bo jest tam plac zabaw gdzie mogły się pobawić.
Laski uwielbiają kiedy coś się dzieje, więc wpakował się w auto bez problemu.
Kiedy one bawiły się, ja i młody, mogliśmy szybciutko wziąć co należy i udać się do kasy. Niestety tam jak zawsze były kolejki. Dlatego musiałam najpierw odebrać dziewczyny a potem ustawić się do kolejki.
Kiedy już byłyśmy razem. Lea zaczęła się oddalać, wysłałam Idę, by ją przyprowadziła. Ta oczywiście uciekała jej więc po krótkim czasie obie zrozumiały, że się zgubiły.
Tymczasem ja, uporałam się z zakupami, płaceniem i byłam gotowa do wszczęcia poszukiwań. Tymczasem na cały sklep słychać taki komunikat: Dzieci Agaty .. czekają przy punkcie obsługi!!!"
Oczywiście ciepło mi się zrobiło, ręce zaczęły drżeć . Szybko udało mi się znaleźć punkt obsługi i moje rozradowane dzieci: "MAMO ZGUBIŁAŚ SIĘ!!!"wolała Lea.
I wtedy wiadomo odczułam ogromną ulgę i radość. Ale przede wszystkim ogromną dumę z mojej 7.letniej najstarszej córki. Jest za co! Udało jej się przejąć kontrolę nad Latająca Leonią oraz znalazła kogoś dorosłego, który mógł im pomóc.
Takie sytuacje są mega stresujące jednakże bardzo uczące. Szczególnie wtedy, kiedy nic tak na prawdę poważnego się nie stało, bo od zniknięcia do znalezienia minęło zaledwie 10 min.
Udało nam się przekonać, że całe to gadanie, na temat oddalania się i sposobu reagowania, znalezienia nas itd nie poszły na marne tylko wbiły się mocno w pamięć. Swiadomość tego na prawdę pomaga mi zachować spokój w wielu sytuacjach. Ufam moim dzieciom a one nam. Dzięki temu też, nie zawsze muszą trzymać się kurczowo tylko po swojemu poznawać nowe miejsca.
Komentarze
Prześlij komentarz